Prawa ojca w sądzie i kilka refleksji o sprawach i sądach rodzinnych

Artykuł ten nie ma charakteru publikacji naukowej, rozważań prawnych, a stanowi raczej zbiór refleksji i obserwacji autora zgromadzonych przez kilka lat, podczas których miałem do czynienia ze sprawami rodzinnymi oraz sądami orzekającymi w tych sprawach. Zaznaczam, że poniższe poglądy nie dotyczą wszystkich przypadków, nie są skierowane personalnie. Nie odnoszą się też do każdej sprawy rodzinnej, czy też wszystkich sądów. Nie mówię nawet, że dotyczą większości przypadków; dotyczą jedynie ich części.

Zanim jednak przejdę do analizy sytuacji typowego ojca w trakcie postępowania sądowego, chciałbym zwrócić uwagę na specyfikę spraw rodzinnych w ogóle.

Pełnomocnicy i sądy

Skoro doszło do wszczęcia sprawy rodzinnej w sądzie – rozwód, sprawy dotyczące władzy rodzicielskiej lub kontaktów, czy sprawy alimentacyjne – to zazwyczaj pomiędzy małżonkami/rodzicami doszło do nieporozumień, rozpadu pożycia, konfliktu czy też sytuacji, w której niezwykle trudno dokonać wspólnych ustaleń. Antagonizmy te mogą następnie zostać załagodzone, ale też zdarzają się sytuacje, gdy dochodzi do ich zaostrzenia. Istotną rolę (poza „doradcami” z rodziny i znajomymi, a także wiedzą uzyskaną od mecenasa Google) odgrywają tu pełnomocnicy i sądy.

Tu kwestia jest dość skomplikowana, dlatego ponownie zaznaczam, że nie uogólniam, a jedynie wskazuję na zaobserwowane przeze mnie przypadki. W mojej ocenie rolą pełnomocnika w sprawach rodzinnych jest nie tylko reprezentacja przed sądem, lecz także zachowanie rozsądku oraz temperowanie emocji. I tu właśnie dostrzegam problem. Nierzadko bowiem muszę cierpliwie i spokojnie znosić sytuacje, gdy pełnomocnik drugiej strony wręcz swoim życiem byłby w stanie ręczyć za to, że tylko jego klient mówi prawdę i to jest jedyna „prawdziwa” prawda. Twarz takiego pełnomocnika kraśnieje, głos podnosi się ponad przyjęte w sądach standardy, a jedynie zachowanie skupienia pozwala odróżnić, czy autorem tej tyrady jest pełnomocnik, czy może jego klient. Okazuje się, że klient takiego pełnomocnika kiwa głową z uznaniem chcąc wręcz krzyknąć „dobrze mówi!”, „niech mu/jej pokaże!”. Być może uzyskanie uznania klienta za wszelką cenę jest najistotniejszą kwestią w ich pracy, ale czy na tym polega profesjonalna, a co ważniejsze skuteczna, reprezentacja przed sądem?

Drugą, równie przykrą praktyką obserwowaną nazbyt często jest celowe prowokowanie działań mających posłużyć jako argumenty w sprawie. Mówię tu o całkowicie bezpodstawnym wszczynaniu procedury Niebieskiej Karty, składaniu zawiadomień o rzekomym znęcaniu, a także sugestiach, jakoby doszło do gwałtu/molestowania dzieci. Żeby było jasne – jeśli takie sytuacje miały miejsce to oczywiście jest to działanie właściwe i konieczne. Dlatego podkreślam, że moja dezaprobata odnosi się jedynie do tych świadomie bezpodstawnych. A kiedy takie  sytuacje się zdarzają? Gdy brak innych argumentów, gdy doradzi mecenas Google, lecz także – niestety – gdy w przekonaniu o zasadności takich działań utwierdzi klienta jego „profesjonalny” pełnomocnik (bądź mu je doradzi).

Jeśli coś jest bezpodstawne, to rezultatem jest decyzja o umorzeniu, jednak zanim tak się stanie, postępowanie się toczy. Zarzuty bowiem są zbyt poważne, aby przejść obok nich obojętnie; właściwe organy traktują takie sprawy z należytą powagą. Czas trwania takiego postępowania pozwala zaś stworzyć barwne i sążniste pisma procesowe, wygłosić płomienne mowy, w których pojawiają się argumenty: „toczy się postępowanie”, „zostało złożone zawiadomienie do Prokuratury”, „została wszczęta procedura Niebieskiej Karty”, „sprawę prowadzi Prokuratura”. Sama nazwa tej instytucji budzi trwogę, a wszczęcie procedury niewątpliwie brzmi poważnie, jednak w zasadzie nic nie oznacza. Może inaczej – nie powinno oznaczać, bo często efekt zostaje osiągnięty: są argumenty, sąd jest ostrożniejszy w ocenach, klient zaczyna wierzyć, że faktycznie jest ofiarą, a pełnomocnik może grzmieć przed sądem jakim potworem jest przeciwnik. Gorzej jeśli sąd gorliwie słucha i zaczyna w to wierzyć.

Zaznaczam ponownie, że chodzi mi tu wyłącznie o sytuacje, w których są to celowe i zaplanowane działania, podejmowane ze świadomością ich sprzeczności z faktami. Inaczej sprawa przedstawia się, gdy klient zgłasza się do pełnomocnika przedstawiając mu stan faktyczny i dowody. Pełnomocnik winien jest ocenić taką relację i dowody w sposób profesjonalny, pamiętając, że znana mu jest jedynie wersja klienta. Jednak dochodząc do wniosku, że zarzuty klienta są uzasadnione, powinien mu pomóc i wdrożyć wszelkie możliwe działania mające na celu pociągnięcie sprawcy do odpowiedzialności. Potępiam jedynie takie zachowanie, które ma inny – wyżej opisany – cel.

Warto pamiętać, że również ojciec jest tylko jeden

Przechodząc do sytuacji ojca w trakcie trwania sprawy rodzinnej często dostrzegam, że występuje on często jako ta „gorsza” strona w sądzie. Nie wiem dlaczego wiele sądów daje odczuć (wyrażając to nie tylko w orzeczeniach, ale też w sposobie prowadzenia sprawy), że do ojca należy podejść ostrożnie i nieufnie, gdyż przecież „matka jest tylko jedna” i ona ma pierwszeństwo. Prawda to, że jest jedna, lecz czy ojców można mieć dwóch? Często rozmawiam z mężczyznami, którzy wzburzeni pokazują mi pisma składane przez swoje żony/matki wspólnych dzieci, z których dowiadują się oni o sobie niestworzonych rzeczy. A to że źle dotknął, za mocno przytulił, podejrzanie kąpał dziecko, a w ogóle to bił, pił, ograniczał, zniewolił psychicznie i znęcał się ekonomicznie. Dzieci nie kocha, nie dba i nie interesuje się nimi. Trzeba na takie pismo odpowiedzieć, zareagować, lecz dlaczego ci ojcowie muszą się tłumaczyć z czegoś co jest gołosłownym i nieprawdziwym zarzutem? Zarzuty tego typu – gdy są nieprawdziwe – nie są poparte choćby jednym dowodem, ale nie o to przecież chodzi. Przychodząc do sądu ojciec, wobec którego zostały skierowane, idzie jak na szafot. I na domiar złego nierzadko w przenikliwych oczach sądu dostrzec można krytykę i potępienie. Następnie – po wielu miesiącach, czy nawet latach – okazuje się, że wszystkie te zarzuty były wyssane z palca. Jednak czas oczyszczenia się, tłumaczenia się z czegoś czego się nie zrobiło, wysłuchiwania o sobie najgorszych rzeczy prowadzi do  rozgoryczenia, poczucia bezradności i znoszenia potępiającego nastawienia sądu. Rzecz jasna do tego czasu sąd, mając tak narysowany obraz ojca, kontakty z dziećmi często ogranicza do absolutnego minimum.

Podkreślam, że dotyczy to jedynie przypadków, w których zarzuty są całkowicie nieprawdziwe i stworzone na potrzeby toczącego się postępowania.

Sprawy rozwodowe

W sprawach rozwodowych opisywane przeze mnie sytuacje zdarzają się zbyt często (a za zbyt często określiłbym nawet, gdyby było to jedynie 10% spraw). Szczególnie niebezpieczne jest to, gdy są one inspirowane przez pełnomocników, choćby nieznacznie. Zawsze uważałem i zdania nie zmienię, że sąd orzekający w sprawach rozwodowych musi podchodzić do tego typu zarzutów ostrożnie, nie oceniając nikogo z góry, a przede wszystkim – ukrócić takie działania natychmiast gdy zauważy, że są one podjęte jedynie na potrzeby sprawy. Sąd powinien zdusić w zarodku emocjonalne zapędy pełnomocników, posuwających się nierzadko do personalnych docinek i bezwzględnej, a nierzeczowej, krytyki drugiej strony.

Tymczasem opisywane zjawisko występuje na tyle często, że dla wielu staje się sposobem prowadzenia spraw rodzinnych, co nie powinno mieć miejsca. Trzeba pamiętać, że sąd ma przecież majestat, powagę i powinien panować nad postępowaniem. Jak bowiem wytłumaczyć klientowi, dlaczego nie mam zamiaru wdawać się w słowną przepychankę z drugą stroną, dlaczego nie krzyczę skoro klient widzi, że sąd na to pozwala? Jak wytłumaczyć, że jeden z ławników przysypia, a na twarzy drugiego zauważalna jest satysfakcja po zapełnieniu pustych pól krzyżówki rozwiązaniem zagadki „zwierze domowe na 3 litery”? Jak wytłumaczyć, dlaczego nie odpowiedziałem na niezbyt taktowną uwagę sędziego? Czy wreszcie jak wytłumaczyć, dlaczego mówiłem, że zgodnie z przepisami jest tak, a sąd zrobił inaczej?

Podsumowanie

Kilka lat temu usłyszałem żart, że „w sądzie rodzinnym przepisy Kodeksu postępowania cywilnego się nie przyjęły”, który uchodzić mógłby za zabawny, wszak przepisy albo obowiązują, albo nie. Z upływem czasu dostrzegam, że może i by śmieszył, gdyby nie był opowiadany pół żartem, pół serio…

Podsumowując powyższe refleksje zaznaczam ponownie, że nie jest to obraz dotyczący wszystkich postępowań w sprawach rodzinnych, ani nawet jej większości. Opisałem przypadki, które się zdarzają oraz działania pojedynczych sądów, czy pełnomocników. W większości spraw orzekają jednak rozsądni i doświadczeni sędziowie, a znakomita większość adwokatów oraz radców prowadzi sprawy w pełni profesjonalnie i odpowiedzialnie. Tym niemniej skoro zdarzają się od tego odstępstwa, to należy je krytykować i piętnować.



Author: Wojciech Luty
Adwokat. Absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego. Odbył aplikację adwokacką w Krakowskiej Izbie Adwokackiej, po której ukończeniu zdał z wyróżnieniem egzamin adwokacki uzyskując jeden z najlepszych wyników. Specjalizuje się w prawie cywilnym, gospodarczym, rodzinnym, spadkowym, jak również w prawie umów oraz prawie spółek.